Slow Life z widokiem na Śnieżkę, czyli Polna Zdrój – recenzja książki

Jak to jest rzucić wszystko, kupić ruderę na Dolnym Śląsku i zająć się uszczęśliwianiem ludzi za pomocą jedzenia? Dla Magdy Trojanowskiej stworzenie Polnej Zdrój – domu gościnnego we Wleniu było spełnieniem długo odkładanych marzeń – zawodowych i prywatnych. Do rezygnacji z szalonego życia w stolicy i do podążenia za kulinarną pasją ostatecznie przekonała ją choroba przyjaciółki. “Agnieszki już nie ma, została po niej Polna” – pisze Trojanowska.

Choć wielu nie wierzyło, że jej się uda, dopięła swego, a najlepszym dowodem na to jest miejsce, gdzie odpoczywają zapracowane mieszczuchy, spotykają się przyjaciele i rodzina, goście bawią się na niezapomnianych weselach. Wszystko w rytmie pór roku i wśród zapachów potraw przygotowanych z tego, co rośnie w ogrodzie i co mają do zaoferowania okoliczni gospodarze.

Czytając książkę Trojanowskiej, czułam się, jakbym ją znała. Ot, normalna, ciepła kobieta, która robi pierogi tak, jak nauczyła ją babcia. Nie boi się ciężkiej pracy w kuchni, zna się na gotowaniu i robi to z sercem. Uczy się i poszukuje. Jej książka jest zapisem życiowej przygody, ale i codzienności, pełnej rodzinnego ciepła i prostych patentów na dobry smak.

Sama Trojanowska nazywa swoją kuchnię klasyką z twistem, dlatego w książce znajdziemy sporo przepisów na znane każdemu potrawy, ale w nowych odsłonach. Jak polędwica wołowa, to z bitą śmietaną; kurczak – tak, ale polany syropem z mniszka lekarskiego; brownie inne, bo z fasoli; pierogi – wszyscy znamy i kochamy, ale z białą kiełbasą czy marchewką – takich jeszcze nie jadłam. Autorka przyznaje też, że jest wielką miłośniczką kiszonek, co znajduje odzwierciedlenie w wielu proponowanych przez nią potrawach. Czy wiedzieliście, że kisić można nawet czereśnie?

Dużo w tej kuchni roślin – sezonowych i dobrze znanych, jak dynia, gruszka czy szparagi – i też tych nieco zapomnianych, a przecież pysznych i dających sporo możliwości w kuchni, jak cykoria, czosnek niedźwiedzi czy seler naciowy. W książce oprócz swojskiego jedzenia znajdziemy również kulinarne inspiracje podróżami do Włoch, Czech czy Turcji. Każde danie ma tu swoją historię, a jeśli pojawia się w nim produkt regionalny – przeczytamy krótką notkę o jego pochodzeniu i sposobach na przygotowanie. Autorka dzieli się też wskazówkami na temat m.in. tego, jak dłużej zachować świeżość produktów, jakie narzędzia warto mieć w kuchni i jak najlepiej robić zakupy spożywcze. Bardzo praktyczny jest też układ przepisów, które są podzielone na pory roku i okazje. I tak dostajemy gotowe menu dla gości, składające się z przystawki, dania głównego i deseru np. na andrzejki, sylwestra, Dzień Babci, zaręczyny czy wieczór kawalerski. Od potraw prostych, do zrobienia w kilka minut – jak rzodkiewki z patelni czy czipsy z jarmużu, po wymagające czasu i kulinarnego kunsztu. Każdy znajdzie coś na miarę swoich możliwości.

Nie nazwałabym Polnej” książką kucharską. To pięknie wydany kulinarny album, w którym zgromadzone na ponad 400 stronach przepisy są bardziej zbiorem opowieści, pomysłów, wskazówek niż precyzyjnych instrukcji, jak ugotować poszczególne dania. Do tego zdjęcia, które sprawiają, że czytelnikowi zaczyna cieknąć ślinka i jedyne, co chce zrobić, to spakować się i jak najszybciej pojechać do Wlenia!

Dobrze, że Magda Trojanowska wyjechała z Warszawy. Czuć, że Polna Zdrój to jej miejsce na ziemi, a dzięki jej spełnionym marzeniom i my możemy nauczyć się czegoś pysznego.

 

Tytuł: „Slow Life z widokiem na Śnieżkę, czyli Polna Zdrój”
Autorka: Magdalena Trojanowska
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2017
Liczba stron: 423
Okładka: twarda

Zdjęcia: Magda Wolna

Tekst

Agnieszka Kamińska

Leave a Reply