Ostrygi z trybulą i czerwoną porzeczką

Vexin to oddalona o 50 km na zachód od Paryża kraina, wyjęta jakby z innej epoki. Położona na trasie wiodącej do Normandii, rzadko kiedy odwiedzana jest przez turystów. Mieszkańcy Vexin żyją spokojnie, z dala od ciekawskich spojrzeń i zgiełku miasta. Impresjoniści – Vincent van Gogh i Claude Monet – umiłowali sobie ten zakątek i spędzili w nim całe życie. Nic dziwnego. Przyroda chroniona od wieków przez lokalne, niepisane prawa, jest tutaj nieskażona industrialną potrzebą masowej produkcji. Rolnicy uprawiają niespotykane gdzie indziej zboża. Pojęcia takie jak „wolny wybieg” są tu nieznane, gdyż nikomu nie przyszłoby tutaj nawet do głowy, żeby zamykać bydło i drób w klatkach. To jedno z tych miejsc, w których można zostawić klucze w zamku drzwi i pojechać do miasta na cały dzień, będąc spokojnym, że nikt nie skorzysta z naszej nieobecności. Slow Life w najczystszej postaci, niepodyktowanej światowymi trendami.


Jednym z takich momentów Slow Life jest piątkowy, nocny targ w wiosce Fontenay-Saint-Père. Odbywa się co tydzień, ale to właśnie w okresie zimowym i na przedwiośniu ma on swój niesamowity urok. Kiedy tylko zmierzch zaczyna zapadać nad polami i lasami, wioska odcinana jest od komunikacji drogowej. Na głównym placu, przed merostwem, sprzedawcy rozkładają stragany z sezonowymi warzywami, serami czy lokalnym mięsem. Największą popularnością cieszy się jednak stragan z rybami i owocami morza. Nic w tym dziwnego. To jedno z niewielu miejsc, do którego docierają, przeznaczone na stoły największych szefów kuchni, ostrygi z położonego na granicy Normandii i Bretanii miasteczka Cancale. Straganowi w Fontenay-Saint-Père daleko do trzygwiazdkowych menu, ale kiedy poissonier rozkłada plastikowe stoły i kładzie na nich świeżo otwarte ostrygi, nikt z mieszkańców nawet nie myśli o tym, żeby być w tym momencie na paryskich salonach. Dzieci swobodnie biegają po placu, dorośli otwierają kolejne butelki wytrawnego wina muscat, z oddali dobiega dźwięk akordeonu. Czas zatrzymuje się w miejscu.

Przepis na ostrygi z trybulą i czerwoną porzeczką

Składniki (dla 2 osób):

  • 50 g czerwonych porzeczek bez szypułek, umytych i osuszonych
  • 2 łyżki octu winnego
  • 1 łyżka nierafinowanego cukru kryształ
  • 1 mały pęczek trybuli
  • 12 ostryg w muszlach
  • szczypta soli i świeżo zmielonego pieprzu.

Porzeczki przekrój na połowę. W małej misce delikatnie wymieszaj połówki porzeczek, ocet, cukier, sól i pieprz. Odstaw na bok, na czas otwierania ostryg, tak, żeby porzeczki puściły sok, a sos nabrał harmonijnego smaku. Posiekaj trybulę. Otwórz ostrożnie muszle ostryg, starając się zachować jak najwięcej zawartego w nich płynu. Ostrym nożem odetnij każdą ostrygę od muszli. Pozostaw mięczaki w otwartych muszlach, polej sosem z porzeczek i posyp trybulą. Podawaj w temperaturze pokojowej, z lampkę wytrawnego białego wina.

Tekst

Ewa Fournier le Ray

Fotografia

Erwan Fournier le Ray

6 Responses
    1. aCOOKu

      Chyba faktycznie lepiej jak ktoś nam przygotuje je pierwszy raz, zanim sami zrobimy. Tym bardziej, że powinno sie je jeść świeże

  1. przyznam się do czegoś wstydliwego…nigdy nie próbowałam ostryg. Te lokalne targi we Francji są faktycznie urzekające, jednak nawet podczas moich pobytów tam, jakoś mój strach przed nieznanym zwyciężał i zamiast ostryg próbowałam innych pyszności. Może następnym razem się przełamię…a potem wypróbuję Twój przepis 🙂

Leave a Reply