Historia czekoladą pisana. Cz.1. Kto odkrył kakao?

Czekolada jest pokarmem idealnym – zarówno pożywnym, jak i wybornym – ma dobroczynne działanie odbudowujące… jest najlepszym przyjacielem ludzi zaangażowanych literacko.

Justus von Liebig

Czekolada jest prawie tak dobra jak seks, jest lekarstwem na stres, na wszelkie troski. Jest odpowiedzią na trudne pytania, oknem na świat, najlepszym przyjacielem, niespodzianką i szczęściem. Ze wszystkich istniejących na świecie smakołyków to właśnie ją wyniesiono na piedestał. W czym tkwi jej sekret? Postanowiłam zbadać ten fenomen, udając się w podróż czekoladowym szlakiem – do Belgii, do fabryki i muzeum Jacques Chocolade w miasteczku Eupen, a także odwiedziłam małe, urocze muzeum czekolady w Brukseli, później pojechałam do Szwajcarii nad Jezioro Genewskie do Cailler Chocolate w Broc, które obecnie działa pod egidą Nestle. Odwiedziłam również dwie mniejsze wytwórnie we Francji, Drakkar w Normandii oraz Max Vauché w Bracieux, w Dolinie Loary.

Wielbiciele czekolady mają szczęście, że urodzili się w obecnych czasach, a nie przed odkryciem Ameryki przez Kolumba. Kakao, z którego robi się czekoladę, było bowiem nieznane do tego czasu w Europie. W Muzeum Jacques Chocolade dowiedziałam się, że czekoladę robi się z ziaren drzewa Theobroma cacao. Theobroma (gr.) znaczy pożywienie bogów i wybrał je biolog Karol Linneusz, ponieważ w starożytnej Ameryce wierzono, że to drzewo podarował ludziom jeden z bogów. Cacao zapożyczono z języka nahuatlańskiego, używanego w starożytnym Meksyku, choć etymologia tego słowa nie jest do końca wyjaśniona – prawdopodobnie oznacza ono okrągłe przedmioty z twardą skorupką.

Za odkrywców czekolady uważa się Olmeków – świadczą o tym badania lingwistyczne oraz chemiczna analiza naczyń znalezionych przez archeologów. Jednak to inna cywilizacja Mezoameryki, Majowie, w pełni doceniła i rozpowszechniła czekoladę. Majowie usuwali ziarna ze strąków, suszyli je i wypiekali na płaskiej blasze na ogniu, po czym, po usunięciu twardych skorupek, mielili na proszek czy raczej gęstą papkę, którą mieszali z wodą i dodawali do tego różne przyprawy, zioła, płatki kwiatów, wanilię, a także papryczki chilli. Napój taki można było pić na ciepło lub na zimno, a najważniejsza była tworząca się na górze spieniona warstwa. Płyn taki nazwano xocolatl, czyli po prostu gorzka woda. Niektórzy historycy uważają, że od tego słowa pochodzi wyraz czekolada, choć inni twierdzą, że słowo jest późniejsze i było używane dopiero u Azteków jako chocolatl – na określenie mieszadełka/trzepaczki do ubijania kakao.

 

Ek Chuah – majański bóg kakao, Uniwersytet Cornella, Nowy Jork, USA.

Drzewo kakaowe. Kodeks Tudela. Muzeum Ameryki. Madryt, Hiszpania.

Archeologowie odkryli jeden z pierwszych obrazów przedstawiających kobietę przygotowującą kakao. Z dość dużej wysokości przelewała z jednej miski do drugiej płyn, dzięki czemu na górze tworzyła się piana. Ten aksamitny, aromatycznie pachnący napój spożywano podczas ceremonii religijnych i uroczystości ślubnych. Młodzi małżonkowie pili go z jednej misy. Zapewne znalazłoby się na świecie wielu zwolenników przywrócenia tej tradycji, bo czy może być coś bardziej romantycznego niż związek przypieczętowany czekoladą?

 

W “czekoladowym” małżeństwie żyli Amerykanie Sophie i Michael Coe, którzy napisali książkę The True History of Chocolate (Prawdziwa historia czekolady). Zbieranie materiałów musiało stanowić dla nich niezłą zabawę, bo każdy znaleziony, starożytny przepis osobiście wypróbowywali i opisywali. Inicjatorką pracy była Sophie, miłośniczka czekolady, znawczyni prekolumbijskiej kuchni amerykańskiej. Włożyła duży wysiłek w znalezienie oraz skompletowanie informacji, niestety nie dane jej było zobaczyć ukończonego dzieła. Podczas badań zachorowała na raka i mimo walki, zmarła. Do samego końca jednak pracowała, opowiadając mężowi o swoich odkryciach. Michael nie chciał, by praca Sophie poszła na marne, korzystając więc z jej notatek oraz szkiców, dokończył książkę. Czekolada dodawała mu sił. Z ich książki dowiedziałam się, że od Majów umiłowaniem do czekolady zarazili się Aztekowie zamieszkujący tereny dzisiejszego Meksyku. Wiemy o nich znacznie więcej dzięki zapiskom hiszpańskich konkwistadorów i misjonarzy. Gdy Kolumb przybył na kontynent amerykański, ziarna kakaowca były tutaj najbardziej popularnym środkiem płatniczym. Genueński odkrywca zobaczył je tylko raz dzięki spotkaniu u wybrzeży Ameryki dwóch łodzi wypchanych kupieckimi dobrami. Syn Kolumba, Ferdynand, zapisał, że był pod wrażeniem tego, z jaką czcią rodzimi Amerykanie podnosili z ziemi ziarna, jeśli wypadły im z sakw. Kolumbowi nigdy nie dane było skorzystać z dobrodziejstw kakaowca – zmarł, nie spróbowawszy czekolady. Dzięki dziennikom hiszpańskich misjonarzy dowiadujemy się, że Aztekowie za jedzenie czy ubranie płacili ziarnami kakaowca, tak opłacali podatki i także w tej formie składali prezenty i ofiary bogom. U nich pieniądze naprawdę rosły na drzewach.

 

Handlarze na rynku Azteków używają ziaren kakaowca do zakupu kukurydzy.
Fragment muralu autorstwa Diego Rivery, Meksyk.

Aztecka kobieta spieniająca kakao. Kodeks Tudela. Muzeum Ameryki. Madryt, Hiszpania.

Wizualna prezentacja wartości wymiennej ziarna kakaowego, jaka miała miejsce w 1541 r.
Uniwersytet Cornella, Nowy Jork, USA.

W książce Coe’ów jest opisana historia niewolnika wyglądającego niczym młody bóg i przez to wybranego na upominek dla wszechwładnego. Otóż przez dwa tygodnie był on traktowany z niesamowitą czcią, obwożony powozem po mieście, a poddani padali przed nim na twarz, składając mu hołd. Jedynie w nocy był trzymany w klatce, by nie uciekł. Młody człowiek miał świadomość tego, co go czeka. Tuż przed śmiercią miał za zadanie tańczyć, radować się i wychwalać swojego pana. Jeśli jednak strach i panika brały górę, kapłani poili takiego ofiarnika specjalnym napojem czekoladowym, który koił jego zmysły i po którym skazaniec wykonywał dokładnie to, czego od niego oczekiwano, bez wahania. Nie tak sobie wyobrażaliśmy przeznaczenie boskiej czekolady, prawda?

 

Sophie i Michael Coe (po lewej); okładka anglojęzycznego wydania książki ¨Prawdziwa historia czekolady¨ (po prawej)

Pierwsi konkwistadorzy, którzy próbowali czekolady, nie byli nią zachwyceni, jednak jako ciekawostkę przywieźli ją do Europy. Wiele artykułów powiela tezę, że to hiszpański dowódca Cortez przetransportował ją jako pierwszy – że po tym, jak nie znalazł spodziewanego złota w Ameryce, załadował swoje statki ziarnami kakao i podarował koronie hiszpańskiej. W muzeum czekolady we Francji, Chocolaterie du Drakkar, jest nawet odtworzona z woskowych figur scena przedstawiająca Corteza prezentującego ziarna cesarzowi Karolowi V. Niestety, na potwierdzenie tego faktu naukowcy nie znaleźli żadnych dowodów. Pierwsza wzmianka o czekoladzie w Europie pochodzi z zapisków braci dominikanów, którzy wrócili do Europy z krainy Majów z darami, wśród których znalazł się właśnie napój czekoladowy.

 

Mnisi z Zakonu Cystersów wyrabiający czekoladę w przyklasztornej kuchni Monasterio de Piedra, Saragossa, Hiszpania.

Od początku XVII wieku statki pomiędzy Półwyspem Iberyjskim a Nową Hiszpanią, jak nazwano odkrytą część nowego kontynentu, kursowały już w miarę regularnie – Kościół wysyłał misjonarzy, a dwór swoich wysłanników. W Europie pojawiało się coraz więcej czekolady. Hiszpanie odarli ją z boskości, była dla nich lekarstwem na różne dolegliwości i jako taka podróżowała z jednego bogatego dworu na drugi, z jednego klasztoru do innego, a później od domu do domu, lecząc schorzenia i złe humory. Szybko jednak stało się oczywiste, że poza „medycznymi właściwościami” ceni się ją także za smak, bo Europa miała coś, czego w oczach hiszpańskich najeźdźców brakowało Ameryce – cukier trzcinowy. W 1701 roku podróżujący po Europie Anglik, Ellis Veryard, napisał, że Hiszpanie słyną z najlepszego sposobu przyrządzania czekolady i postanowił się tego nauczyć. Polegało to na prawie całonocnym prażeniu ziaren kakaowca, dokładnemu wymieszaniu z nimi cukru, cynamonu i wanilii, zalaniu gorącą wodą, a później ubijaniu trzepaczką aż powstanie piana. Gęsty płyn serwowano w pięknych imbrykach.

Podwieczorek z czekoladą w XVIII-wiecznym, francuskim domu.
Obraz olejny autorstwa Françoisa Bouchera. Muzeum Sztuki w Pałacu Luwr, Paryż, Francja.

Miedziany imbryk do czekolady, słodka bułka i filiżanka.
Obraz autorstwa Luisa Menéndeza. XVIII wiek. Muzeum Prado, Madryt, Hiszpania.

We wspomnianym wyżej muzeum du Drakkar na eleganckiej kanapie spoczywa z błogim wyrazem twarzy, w pozycji półleżącej, model pięknej kobiety, a przed nim na stoliku stoi wysoki dzban z łyżką wazową w środku. Od razu można poznać, co jest wewnątrz, bo jego boki poplamione są gęstą i czarną mazią, wyglądającą oczywiście jak najpyszniejsza czekolada. Jest to idealne przedstawienie wpływu, jaki czekolada miała na Europę w niespokojnych czasach baroku, nękanych konfliktami religijnymi pomiędzy katolikami a protestantami oraz wojnami o wpływy na świecie; była luksusem, przynosiła ukojenie i euforię. Miała jednak i swoje ciemne strony. Na przykład, jej mocny smak idealnie nadawał się jako kamuflaż dla trucizny. Żona ambasadora francuskiego w Hiszpanii opisała przypadek kobiety, którą kochanek porzucił dla innej. Pod byle pretekstem zaprosiła go do swojego domu i poczęstowała filiżanką czekolady z trucizną. Nieszczęśnik umierał ponad godzinę, wijąc się w konwulsjach.

Tekst

Dorota Łukasik

7 Responses

Leave a Reply